syndromy turystyczne jerozolimski florencki paryski

Syndromy turystyczne – Gdzie można zwariować?

Czy wiesz, co to jest syndrom jerozolimski? Czy wiesz, że odwiedzając wcześniej wspomniane miasto, Florencję lub Paryż możesz narazić się na chwilową utratę rozumu? Miasta te mają swój specyficzny klimat, który doprowadza niektórych ludzi do schizofrenii, niezdrowej ekstazy czy też przygnębienia. Przyjrzyjmy się zatem pokrótce jaki syndrom i w którym mieście może dopaść turystę?

Najstarszy jest syndrom jerozolimski, którego pierwsze przypadki sięgają średniowiecza. Pod wpływem znaczenia historii i tradycji miasta dla ludzkości, osoby je odwiedzające twierdzą, że są kolejnym wcieleniem postaci biblijnych i zaczynają zachowywać się tak jak one. Około 100 osób rocznie potrzebuje z tego powodu hospitalizacji. Najczęstszą grupą zapadającą na ten syndrom są mężczyźni. Istnieją badania dowodzące, że katolicy i protestanci zazwyczaj utożsamiają się z postaciami z Nowego Testamentu, natomiast Żydzi z osobami opisanymi w Starym Testamencie.
Po czym poznać, że zaczyna dziać się coś niepokojącego? Jednymi z pierwszych objawów są lęk, uczucie napięcia, poirytowanie, a następnie osoba ta przejawia chęć oddzielenia się od grupy i zwiedzania miasta w pojedynkę. Występuje u niej nadmierna potrzeba czystości – przymus mycia się i obcinania paznokci. Następnym etapem jest zrobienie białej togi z hotelowego prześcieradła i wyjście w tym stroju na ulice. Śpiewając psalmy i recytując Biblię, chory udaje się w święte miejsca, gdzie rozpoczyna publiczne wygłaszanie kazań. O tym, że syndrom potrafi doprowadzić do niebezpiecznych sytuacji, świadczy próba spalenia meczetu Al-Aksa w 1969 roku, przez pewnego australijskiego turystę. Efekt? Wielodniowe zamieszki.
Bardzo ciekawy jest fakt, że osoby padające ofiarami syndromu są w pełni świadome swojej prawdziwej tożsamości. Stąd też badania choroby są utrudnione z powodu wstydu, który później im towarzyszy. Na szczęście po wyjeździe z Jerozolimy wszystkie objawy znikają.

Troszkę młodszym syndromem jest tzw. „szok florencki” znany również jako syndrom Stendhala. Chorobę tę powoduje nic innego jak nagromadzenie ogromnej ilości sztuki w jednym miejscu. Pierwszą znaną ofiarą był francuski pisarz Stendhal, który ciężko przeżył swoją wizytę we Florencji w 1817 roku. Artysta traci przytomność, a kolejne dzieła sztuki przyprawiają go o gorączkę, do tego stopnia, że musi położyć się do łóżka. Innymi objawami chorobowymi są: przyspieszone bicie serca, zawroty głowy, zagubienie, zmieszanie, a nawet halucynacje. Podobno najłatwiej szoku można nabawić się w Pałacu Medyceuszy, w Kaplicy Trzech Króli.
Co roku odnotowuje się około 10 takich przypadków. Uważa się także, że tylko włoski naród, jako obyty na co dzień z tak wysoką sztuką jest na syndrom ten odporny.

Najmłodszym z opisywanych tu zjawisk jest syndrom paryski. Dotyczy on przede wszystkim Japończyków, którzy odwiedzają Paryż. Uważa się, że istnieją dwie odmiany tej choroby.
Pierwsza, charakteryzuje się objawami podobnymi do załamania nerwowego i depresji. Przyczyną jest… rozczarowanie miastem. Dla uprzejmych i spokojnych turystów Francja wydaje się być stolicą kultury i elegancji. Bardzo szybko okazuje się, że to duża, brudna, zatłoczona i hałaśliwa metropolia. Do tego dochodzi również niechęć paryżan do turystów próbujących nawiązać konwersacje w języku angielskim. Inne badania mówią,  że jest trochę na odwrót. Szok ma być spowodowany nadmierną ekscytacją, związaną z wizytą w Paryżu. Prowadzi to do przyspieszonej pracy serca, co z kolei powoduje przyspieszony oddech, a to wszystko razem może doprowadzić do halucynacji.

Więcej o samym syndromie jerozolimskim znajdziecie TUTAJ

J.

Jeżeli zainteresował Was ten temat, sprawdźcie jakie inne przesądy i wierzenia możecie spotkać na całym świecie:

Przesądy i wierzenia na świecie

 

 


  1. Najblizej sydromu florenckiego bylam w Rzymie, a Wasze wrazenia poprzez porownanie? Bardzom ciekawa

  2. Palpitacji serca nie dostaliśmy (jeszcze) w żadnym mieście, ale katedra w Mediolanie (TuMagda) czy Valletta (TuJarek) zrobiły na nas duże wrażenie 🙂

  3. Serio?? Jaka bania, nigdy o tym nie słyszałam! 🙂 Jak zaczęłam czytać, to myślałam, że sobie jaja robicie 😛 Ale wikipedia potwierdza… O_o

  4. Słyszałam tylko o paryskim – ale nie przeżyłam w żadnej formie 😉
    Ciekawie by było, gdyby dopadł mnie jerozolimski 😀 Chyba nawet bym trochę chciała, oszaleć tak na chwilę 😀

  5. O Stendhalu i Florencji wiedzialam, o pozostalych nie. Na mnei miasta tak nie działają, ale za to jak jestem w górach wysoko, ponad światem, albo nad morzem na dzikiej plaży to mi wszystko w środku dygocze ze wzruszenia:)

  6. U mnie ujawnia się coś takiego jak syndrom, sam nie wiem jak to nazwać. Zazwyczaj ujawnia się, kiedy podczas jakiejś wyprawy całkiem niespodziewanie moim oczom ukazuje się jakaś niesamowita atrakcja turystyczna. Biorę wtedy aparat w swoje ręce i zaczynam fotografować oraz szukać informacji na temat tego obiektu…

  7. Moim zdaniem Stambuł też może doprowadzić do jakiś zaburzeń – w szczególności na tle nerwowy. Tłumy ludzi, ciągły chaos, do tego obawa, że w tym tłumie coś może się stać. Ja tego nie doświadczyłam, ale mogę sobie wyobrazić, że co wrażliwsze osoby mogę nie czuć się tam najlepiej.

    • Kraje arabskie faktycznie mogą pisać się na inny syndrom. Szczególnie dla nas Europejczyków nieprzyzwyczajonych do gwaru, hałasów itp.

  8. Przez chwilę zastanawiałam się, czy ten wpis jest na serio, czy robicie sobie żarty. :-b
    Ale…mimo, że aż tak ciężkich objawów jak opisane nie miałam nigdy, to pewne miejsca mnie mocno zwiodły. Mestia w Gruzji i Rzym.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *